Skąd się to wzięło?
Jak sobie człowiek szydełkuje to różne myśli przychodzą mu do głowy: np. skąd wziął się i pokutuje w społeczeństwie pogląd, że „tylko babcie dziergają”? Czy stąd, że ta praca nie wymaga siły fizycznej? Jak ktoś przewali hałdę węgla, to widać różnicę w przyrodzie, ale jak siedzi w domku, w fotelu i w kapciach, to już to nie jest praca? To może obrusy, swetry i szale same się robią?
Czy stąd, że dzisiaj nikt już nie ma czasu na misterne koroneczki? Dawniej wszystkie panie dziergały i było to typowo kobiece zajęcie. Robót ręcznych uczono w szkołach dla dziewcząt, jako umiejętności niezbędnej w gospodarstwie domowym. Nie wspominając o prywatnych domach, gdzie wiedzę tę przekazywano z pokolenia na pokolenie. Wszystko się zmieniło, gdy technika poszła do przodu, a kobiety do pracy… Po co tracić czas na dzierganie, skoro można kupić piękne i gotowe wyroby? I kto ma teraz czas na wielogodzinne tworzenie czegoś wyjątkowego?
A przecież żeby zrobić coś ładnego i trwałego, trzeba posiadać choć trochę wiedzy i doświadczenia w tej dziedzinie. Choć trochę „otrzaskać się” z szydełkiem czy drutami. Poświęcić czas na naukę podstawowych ściegów, zrobić serwetkę a’la beret i spruć kawał robótki, bo pomyliliśmy się -naście rzędów wcześniej…
A oto inspiracja do moich dzisiejszych wywodów: serweta z Korala, którą dziergam tak szybko i zapamiętale, że aż złamałam szydełko:
Komentarze
Komentarz od: magnolia
Dodany dnia 01/02/2010 o godzinie 22:49
no szydelko nie sprostalo zadaniu dziegania i padlo na polu boju a co do dziergajacych babc ? hmy mnie tez babcie nauczyly podstaw dziergania i ja sama dzirgam ale rany ! babcia jeszcze nie jestem i tak szybko jeszcze nie bede:) a moje coreczki szt 2 i tak ucze ( o ile oczywiscie chca )co nie co z zakresu dziergan wszelkich bo jak to mowia czym skorupka za mlodu itd…
Komentarz od: agniechak
Dodany dnia 02/02/2010 o godzinie 09:16
mnie też robótkowania uczyła babcia… niestety – moja córka jakoś niespecjalnie się garnie do szydełkowania czy dziergania – widać nie ma tak dobrej nauczycielki… I dodam jeszcze, że mnie bardzo wkurza ten streotyp – dziergająca babcia. I do tego czasem sie spotykam jeszcze z lekceważącym tonem… A z drugiej strony – każdy chętnie przyjmuje ręcznie wykonane ciuszki, ozdóbki itp… NIedawno mnie spotkała oferta nie do odrzucenia – jak się pani nudzi, to może mi pani przerobić swetr na kamizelkę … Oj – zagotowałam, bo ja się naprawdę nudzę mając na głowie cały dom i zostając w pracy po godzinach… po prostu marzę o takich „pracach zleconych” … Tu widać, jak się docenia ręczną robotę, ot fanaberia z nudów, a do tego łatwizna, nie?
A co do Karmelkowych szydełek … nie dziwię się, że w końcu któreś padło. No bo ileż można wytrzymać tego machania na okrągło?
Ja jeszcze pamiętam, ze nie tak dawno Karmelkowi rwała się nitka przy frywoleniu, hahahaha
Oj – nie daj Panie Boże dostać się w Karmelkowe łapki
Komentarz od: Karmelek
Dodany dnia 02/02/2010 o godzinie 17:35
Hehe, a to dobre
na szczęście nie mam bicepsów jak kulturysta, szydełko trzasnęło w tym miejscu, gdzie kończył się metalowy wsad w plastikowej rączce. Szkoda, bo miało wyjątkowo gładką „główkę”. Ale… kupi się nowe, no nie? ![]()
Ania > dyć, panocku serweta nieskończona jesce. Sie skończy, sie pokaże ![]()
Agnieszka > o to, to właśnie: „fanaberia z nudów” i „łatwizna”. No może człowieka szlag trafić, jak się to słyszy.
Komentarz od: Gośka
Dodany dnia 03/02/2010 o godzinie 09:00
Hm…nie wiem skąd ten pogląd, ale coś w tym jest. Moja babcia robi przepiękne koronki, serwetki, obrusy na szydełku. Kiedyś prosiłam ją, żeby mnie nauczyła, to mi powiedziała „po co Ci to, młoda jesteś, wy młodzi nie macie na to czasu ani cierpliwości”, no cóż cierpliwość miałam, bo nauczyłam się sama, na brak czasu nie narzekam odkąd jestem na wychowawczym.
A szydełko też ostatnio złamałam…te z rączką są chyba dość słabe i nie wytrzymują natchnionego dziergania ;o)
Pozdrawiam
Komentarz od: Karmelek
Dodany dnia 03/02/2010 o godzinie 23:00
Oooo!!!! Czyli nie jestem osamotniona w łamaniu szydełek
Komentarz od: nitkowa_czarownica
Dodany dnia 14/02/2010 o godzinie 13:46
To prawda, takie poglądy biorą się właśnie stąd, że babcie, ewentualnie nasze mamy pamiętają do czego służą druty lub szydełko i jak się nimi posługiwać, szkoda bo to naprawdę fajna sprawa, no ale teraz to każdy i we wszystkim zasłania się brakiem czasu.
Sama niedawno spotkałam się z czymś podobnym, kiedy pewna pani po zobaczeniu jednej z moich prac powiedziała:
- Że też się pani chciało? Ja to wolę sobie pospacerować po lesie, zrelaksować się.
Pozdrawiam ciepło ![]()
P.S. Przecież ilu ludzi tyle sposobów na relaks i przyjemności
Komentarz od: Karmelek
Dodany dnia 15/02/2010 o godzinie 22:31
No właśnie!
to jest takie przyjemne móc, umieć, potrafić własnoręcznie coś zrobić
a jak przyjdzie ochota ( i pogoda dopisze
) to można spacerować do upadłego ![]()
pozdrawiam
Komentarz od: nitkowa_czarownica
Dodany dnia 16/02/2010 o godzinie 20:39
Dokładnie tak
Komentarz od: Beata T
Dodany dnia 21/02/2010 o godzinie 17:04
Ale naszło Cię karmelku na rozmyślania, a szydełko trach czy z to ze śmigania nim hmmm a może myśli kto to wie ….chyba serweta kończy się już innym – bo fajny kolorek
Komentarz od: Krzysztof
Dodany dnia 21/05/2010 o godzinie 14:22
Serdecznie zapraszam do siebie mozemy sie powymieniac pogladami szydełkowymi ja jestem ciekawy jak Tobie sie dziej tą nicia serdecznie pozdrawiam dziergajacy kriss




Komentarz od: Anna
Dodany dnia 01/02/2010 o godzinie 21:45
No, no! Do różnych celów używałam tych szydełek, ale jeszcze nie zdarzyło mi się żadnego złamać. Czyżbyś takiej krzepy nabrała?
Co do stereotypu dziergającej babci, to po prostu stąd się wzięło, że dzisiaj to przeważnie tylko babcie pamiętają, do czego się używa drutów dziewiarskich i szydełka.
A teraz pokaż, co to będzie z tego korala. Bo jakiś kłąb tylko nam pokazałaś, cwaniarko.