4 grudnia 2009 (piątek), 18:45

Sentymentalnie, czyli pierwsza serwetka

Patrząc na próby koronki siatkowej przypomniały mi się moje szydełkowe początki ;)

Dawno, dawno temu (źródła historyczne wskazują na listopad AD 2001) zepsuł się laptop, na którym namiętnie, wytrwale i nałogowo wręcz grałam w Heroes 3 :) Listopadowy wieczór zapowiadał się smętnie; w TV nic ciekawego, wszystkie książki przeczytane, a nowej dostawy z biblioteki brak…. bo nie chciało mi się wychodzić w taką szarugę, pluchę i zimnicę… Nuda, albo patrzenie w sufit… I wtedy poczułam, że to jest ten moment, teraz albo nigdy.

Zawsze chciałam nauczyć się szydełkowania, ale po kilku próbach zrezygnowałam. Łańcuszek i słupki pokazywała mi mama, ale ponieważ ona szydełkowała lewą ręką, nic z tego nie mogłam zrozumieć. Mając przed sobą kilka godzin całkowitego nicnierobienia wzięłam jakąś nitkę, szydełko i książkę Marii Steczek „Wzornik koronek szydełkowych” i zaczęłam próbować. O dziwo, wychodziło mi to! Okazało się, że szydełkowanie nie jest wcale bardzo skomplikowane, a na szydełku powstawało dokładnie to, co na obrazku. Nabrałam odwagi i spróbowałam zrobić małą serwetkę. Udało się! A teraz ostatni etap: krochmalenie. Idę do mamy i pytam:

- Mamo, a z czego robisz ten krochmal do usztywniania bieżników?
- Z wody i mąki ziemniaczanej.
- Acha. Proporcje na oko?
- Na oko.

Dobra jest. Mieszam w garnku wodę i mąkę, w ilościach jak dla wojska, i tak się zastanawiam, po co mama zawsze robi to w garnku. Nie może tego wymieszać w zwykłej misce? No, ale nic to, serwetka wykrochmalona, naciągnięta w palcach i plask na kaloryfer. Na profesjonalne upinanie szpilkami na ręczniku już nie wystarczyło mi cierpliwości. Po około pół godzinie zabieram moja pierwszą szydełkową pracę, oglądam…. chcę się zachwycać… a ona… jakaś taka miękka, jak szmatka… a mamy bieżniki to sztywne były na amen. Hmmm… No to idę jeszcze raz:

- Mamo, ale ten twój krochmal usztywnia serwetki, a ten mój w ogóle nie działa.
- A zagotowałaś go?
- Nie, przecież nic nie mówiłaś, żeby gotować!

Popatrzyłyśmy na siebie zaskoczone, a potem wybuchnęłyśmy śmiechem…

I taka już została – mała, wiotka serweteczka, z resztki bawełny, wydziergana grubym szydełkiem, kompletnie bez schematu… Jako próbka słupków, łańcuszka, półsłupków i pikotków. Jaka ja byłam dumna z tych pikotków! „Trzy oczka łańcuszka zrobić w powietrzu i wkłuć szydełko w pierwsze oczko.” Przeczytałam, zrobiłam i wyszło! Normalnie, aż się łza w oku kręci na wspomnienie tamtych czasów… :)

pierwsza

Komentarze

Komentarz od: agniechak
Dodany dnia 04/12/2009 o godzinie 20:17

Fajne masz wspomnienia :) :):)
Mnie szydełkowania nauczyła babcia, jak byłam chora i zamiast iść do przedszkola – musiałam leżeć w łóżku… Kurcze… kiedy to było… Z czasów przedszkolnych wyrosłam już dawno temu… Do dzisiaj pamiętam wszystko – kolor włóczek, koślawe półsłupki… Najpierw był nierówny prostokącik. A potem to już ubranka dla lalek …
Z łezką w oku wspominam te czasy. Żałuję, że moja córka nie przejawia ani chęci ani zdolności w tym kierunku… Poczekam – może trafi mi się za to robótkująca synowa :P Ale to też odległe czasy…
Pozdrawiam :)
PS – ależ jestem ciekawa efektów odstresowywania się w pasmanterii ;P

Komentarz od: Karmelek
Dodany dnia 04/12/2009 o godzinie 23:05

Nauczyłaś się szydełkować w przedszkolu? Jejku… to Ty jesteś o szydełkowe lata świetlne przede mną :( Choć jak się już nauczyłam szydełkować to wciągnęło mnie to na maxa :)

Komentarz od: Anna
Dodany dnia 05/12/2009 o godzinie 10:00

Hi, hi, hi! Karmelku, ja tam nim się pisać nauczyłam,juz robiłam szydełkowe szaliczki dla lalek. Co prawda te pierwsze to były z samych łańcuszków, ale były! :) ))

Komentarz od: Karmelek
Dodany dnia 06/12/2009 o godzinie 14:21

Szaliczki z łańcuszków? Ania teraz wykorzystaj ten pomysł :) to będzie modowy hit :)

Komentarz od: skrzacik
Dodany dnia 07/12/2009 o godzinie 17:59

podstawy haftu, szydelkownia i robot na drutach nauczylam sie od babaci, gdzies w wieku 6-7 lat.
do dzis pamietam, ze pierwsza serwerka dla mamy wedlug ksiazki, ktora mam do dzis i byla w roznych odcieniach rozowego. zaczynala sie od najciemniejszego a potem porzechodzila w jasniejsze. robilam ja na wakacjach bo mam urodzila sie we wrzesniu i to byl moj prezent urodzinowy.

nie wiem czy babcia przewidziala, ze maniak robotkowy rosnie pod bokiem czy byl to kanon dobrze wychowanej panienki wedlug przepisow przedwojenny ale wdzieczna jestem za te poczatki jak i za wiele innych rzeczy, ktorych mnie nauczyla i bardzo zaluje, ze nigdy nie zdazylam jej tego powiedziec.

a twoja serweteczka, karmelku, jest slodka!

Komentarz od: Karmelek
Dodany dnia 08/12/2009 o godzinie 22:50

ale masz fajne wspomnienia…. a co to była za książka?

Skomentuj





Comment Spam Protection by WP-SpamFree